Strona główna

08.05.2013
Nasze Studio 13 powitało nas oświetlone wczesnopopołudniowym słońcem. Zanim zorientowało się co się wydarzyło, opróżniliśmy je i załadowaliśmy sprzęt do autokaru. Następnie odbyliśmy obowiązkowe (prawie już rytualne) oczekiwanie na pojawienie się pewnych osób, które kolejny raz zaserwowały nam kreatywny zestaw wymówek, dlaczego nie mogły pojawić się na czas. Nastrojeni tym pozytywnie ruszyliśmy w drogę do Zielonego Gaju. Do tej pory byliśmy przekonani, że zombie istnieją tylko w komiksach, nowelach, filmach i serialach, ale zanim dotarliśmy na miejsce okazało się jak bardzo się myliliśmy. Był to samotny osobnik, który miał szczęście, że Michonne nie była w pobliżu. Wyładowaliśmy sprzęt, odświeżyliśmy się i wykonaliśmy próbę dźwięku. Akustyka tego miejsca sprawiła trochę problemów naszej Tisie, która jednak szybko sobie z nimi poradziła. W drodze na obiad nie myśleliśmy wcale o jedzeniu, tylko o piłce nożnej. Czy mają telewizor? Czy będziemy mogli obejrzeć mecz? A jeśli mają telewizor – czy mają odpowiedni kanał? Czy będziemy musieli długo go szukać? Cóż, nie było tam telewizora, ale właściciele Lisjaka postanowili go dla nas zorganizować, w co zaangażowała się cała rodzina. Podczas gdy byliśmy obsługiwani, przeciągnęli kable, przestawili krzesła i - ta-daaa. Przygotowali nam prawdziwe kino na świeżym powietrzu z meczem wyświetlanym na ścianie. Grę oglądaliśmy w mniejszym lub większym stopniu w technice stop-motion (chociaż reklamy wyświetlały się płynnie). Ale to nie wszystko: wspaniałe wino i domowe jedzenie sprawiło, że chcieliśmy tam zostać. Również uprzejmość właścicieli była nieskończona. Podczas gdy Bayern dosłownie niszczył Barcelonę (która niszczyła też trochę sama siebie) chwile mijały bardzo szybko i nadszedł czas powrotu na miejsce koncertu. Gdy tylko weszliśmy na scenę, wiedzieliśmy że nie przyjechaliśmy na marne po tak długim czasie. Energia publiczności wręcz nas elektryzowała  i została zwrócona z pełną siłą. Praca 1-go maja okazała się być ogromną przyjemnością. Podtrzymujemy obietnicę: wrócimy wcześniej niż za 10 lat!

Dziękujemy!
23.04.2013
13. września minie 10 lat od naszego koncertu na bežigradzkim stadionie w Lublanie. Wystąpiliśmy tam z Orkiestrą Symfoniczną RTV Slovenia i w towarzystwie 70 tancerzy przed 30-tysięczną publicznością.

Aby uczcić tę rocznicę, ponownie połączyliśmy siły z Orkiestrą Symfoniczną RTV Slovenia i wspólnie przygotowujemy akustyczny koncert, który odbędzie się 17. czerwca w Cankarjev dom (Hala Gallusa).

Bilety do nabycia w kasie Cankarjev dom oraz na stronie www.mojekarte.si.

DO ZOBACZENIA!
Siddz
Default news image
01.04.2013
Zagrzeb powitał nas przedwczesnym kwietniowym deszczem, więc udaliśmy się prosto do klubu KSET. Po małej przekąsce wróciliśmy do autokaru. Lokalna ekipa była tak miła, że pomogła nam w rozładunku i innych sprawach technicznych.

Atmosfera tego dnia była szczególna. Ostatni dzień trasy wprawił całą ekipę w wyjątkowy stan umysłu: połączenie radości z faktu, że wracamy do domu i uczucie, że trasa mogłaby trwać jeszcze dłużej – przynajmniej drugie tyle. Zapowiadał się niezapomniany, pełen energii wieczór, podczas którego musimy dać z siebie wszystko. Dokładnie tak, jak w ciągu osatnich 10 dni. Towarzyszyli nam w tym Duši i Darjan, którzy poza mięśniami i cierpliwością wnieśli do ekipy dużo dobrej woli. Eva, która świetnymi wynikami sprzedaży umożliwiła sobie powrót do domu. Tisa, która poradziła sobie ze wszystkim: od systemów dźwięku z najwyższej półki, po sytuacje, w których sama chciałaby być głośnikiem. Vido, który oświetlał nas niezależnie od wszelkich trudności (jeśli nie światłem, to swoim humorem). Andraž, który kolejny raz udowodnił, że jest świetnym koordynatorem i managerem trasy. Często działał również motywująco w nerwowych sytuacjach sprawiając, że cała grupa funkcjonowała sprawnie. I wreszcie Christian, który pokonał tysiące kilometrów dziur, wożąc nas bezpiecznie od klubu do klubu. Wszystko to było starannie monitorowane przez nasz management: Melindę, Sašo, Satcha i Andreja, którzy zjawili się (z naszymi lepszymi połówkami) w ten wspaniały wieczór w Zagrzebiu.

Pełny i wyprzedany klub KSET niemalże zawalił się podczas występu. Oczywiście za sprawą pozytywnej energii i ekscytacji, którą nam podarowaliście. W tym czasie na zewnątrz padał deszcz. Drodzy Przyjaciele z Zagrzebia, dziękujemy Wam za oddanie i wsparcie!

Droga do Lublany pełna była wspomnień z ostatnich 10 dni i oczekiwań, ponieważ przenosimy się do naszej nowej rockowej siedziby. W tym momencie brakuje nam jedynie początku prawdziwej wiosny!
31.03.2013
Temperatura w końcu wzrosła powyżej zera! W promieniach słońca dotarliśmy do stosunkowo nowego klubu wyglądającego odrobinę jak nasza Metelkova. Tym razem technologia wymagała od nas zdolności improwizacyjnych. Czasem trzeba sobie wyobrazić jakiś element sprzętu, żeby można było go ustawić na potrzeby danej sytuacji. Ale w końcu "to tylko pieprzony rock n' roll" i w rezultacie wszystko zaczęło działać sprawnie. Po próbie dźwięku zostaliśmy poczęstowani gulaszem. Gdy skończyliśmy przyjmować substancje odżywcze, postanowiliśmy przyjąć pozycje leżące w autokarze, oczekując na późne rozpoczęcie naszego show. Śnieg nie przestawał padać. Żeńska część naszej ekipy poradziła sobie w tym czasie z czekoladowymi cukierkami, które mieliśmy ze sobą od początku trasy. Evie od ich nadmiaru zrobiło się niedobrze. Była ekstremalnie zapracowana. Wyprzedała już wszystko, więc konieczna była dostawa towaru z Lublany (i tak nie mogłaby wrócić do domu, gdyby coś zostało).

Równo o 23:00 zaczęliśmy grać tak głośno, jak to możliwe. Węgierska publiczość wspierała nas równie głośno. Budapeszt, dziękujemy! Świetnie się bawiliśmy! Już niedługo będziemy w domu. Przed nami jeszcze tylko koncert w Zagrzebiu.
28.03.2013
Pożegnaliśmy się z Polską w niesamowity sposób. Najlepszym prezentem była dla nas wyjątkowa energia, o której szybko nie zapomnimy. Słodycze zostaną zjedzone, piwo i wiśniówka wypite, ale wspomnienia pozostaną w nas przynajmniej do naszego powrotu! Dziękujemy za Wasz śpiew podczas Ringu i za to, że kolejny raz usiedliście przy dźwiękach Samo Edini. Dziękujemy również obu zespołom, które rozgrzały publiczność. Wszystko to odebrało nam mowę. Noc spędziliśmy w klubie przy muzyce z lat 90-tych. A w międzyczasie... ciągle padał śnieg.